Lusterko wsteczne.
Jak ten
czas leci. Obliczyłam ostatnio, że minęły 24 lata odkąd otrzymałam prawo jazdy.
Natomiast tak na serio prowadzę samochód może od półtora roku. Mistrzyni
kierownicy, musicie przyznać. I mistrzyni we wmawianiu sobie, że samochód to
rzecz zupełnie zbędna. W końcu jest tylu ludzi, którzy nie mają samochodu i
jakoś żyją, prawda? Wszyscy Ci, którzy boją się jeździć, na pewno są ze mną w
tej kwestii zgodni. Da się bez samochodu żyć. Tylko, co to jest za życie? A, no
to już zupełnie inna kwestia. Bo gdy taszczysz siaty z zakupami ze sklepu,
wyciągasz rozwrzeszczane dziecko z zatłoczonego autobusu, albo sam mdlejesz w
upalny dzień w tramwaju, gdzie zalatuje mocno spoconymi ciałami innych
pasażerów, to wtedy przelatuje Ci przez głowę myśl, że mogłoby być inaczej. Odrobinę
wygodniej. Gdy z nosem przylepionym do szyby autobusu, patrzysz z utęsknieniem
na kierowców, którzy siedzą wygodnie w swoich klimatyzowanych samochodach, a
tobie właśnie ktoś wbija łokieć pod żebro, nie możesz nie pomyśleć, dlaczego
ja? Dlaczego stoję tu, upchnięty jak sardynka w puszce, zamiast siedzieć tam, w
tym wygodnym aucie, słuchając muzyki, albo ulubionego audiobooka?
Odpowiedź
jest, wbrew pozorom, bardzo prosta. Zostałeś sardynką w śmierdzącej puszce
autobusu z własnego wyboru. Ponieważ zaakceptowałeś strach, który żyje w tobie,
wypielęgnowany jak dorodna roślinka, zraszana i podlewana dzień za dniem.
Ponieważ uwierzyłeś, że nie potrafisz, że nie dasz rady, że zrobisz krzywdę
sobie, albo komuś, że spowodujesz jakąś wyjątkową kraksę na drodze, o której
wieść rozniesie się po całym kraju, a twój wizerunek gównianego kierowcy pokażą
wszystkie kanały telewizyjne, niczym jakiś list gończy za wyjątkowo groźnym
przestępcą.
Mogę
śmiało powiedzieć, że prowadzenie samochodu było dla mnie taką właśnie zmorą. W
wyobrażaniu sobie stłuczek, wypadków, ludzi potrąconych na pasach, samochodu z
oderwanym kołem, czy przebitą oponą, doszłam do perfekcji. Film można by
nakręcić, albo książkę napisać. I tak latami mierzyłam się sama ze sobą,
ostatecznie dochodząc do wniosku, że mogę jeździć autobusem, bo przecież, jak
pojadę samochodem, to i tak nie będę miała gdzie zaparkować. Wręcz zostałam
specjalistką od wymyślania usprawiedliwień dla jazdy autobusem. Oczywiście czasami
zdarzało mi się prowadzić, miałam nawet własny samochód, gdy dzieci były małe,
ale to jedynie epizody w skali tych ponad dwudziestu lat, odkąd prawo jazdy
otrzymałam. Ponieważ prowadziłam rzadko, to nigdy też nie nabrałam w tym wprawy
i każda kolejna jazda samochodem od tzw. święta tylko pogłębiała we mnie
poczucie, że jestem kierowcą beznadziejnym. Ze smutkiem stwierdzam też, że nie
znalazł się nikt, kto by temu zaprzeczył. Trochę to więc trwało, zanim się
przekonałam, że beznadziejnych kierowców jest na drodze całkiem sporo, a ja
wcale nie należę do najgorszych. Przeczuwałam też, że trening czyni mistrza.
Czas na
zmianę tego stanu rzeczy przyszedł, gdy zachorowała moja mama. Zawisło nad nami
widmo chemioterapii i pomyślałam sobie, że jeśli będę musiała jeździć z mamą do
szpitala autobusem, a potem po chemii też autobusem wracać, to ja się na to nie
zgadzam. Po prostu przestałam myśleć o sobie i swoim strachu. Pomyślałam za to o
ukochanej, wycieńczonej chorobą osobie, ściśniętej w autobusie, której zbiera
się na wymioty z zupełnie innego powodu, niż autobusowy zaduch i postanowiłam,
że kupię auto i będę na tę chemię mamę wozić. Jak postanowiłam, tak zrobiłam.
Kupiłam samochód z automatyczną skrzynią biegów, żeby mi było wygodniej. Lubię
sobie ułatwiać życie. I tak po trochu, małymi krokami, zaczęłam prowadzić. Dzień
za dniem, ulica za ulicą, nabierałam coraz większej śmiałości i pewności
siebie. Miałam odwagę, o którą wcześniej się nie podejrzewałam. Jeździłam.
Parkowałam. Tankowałam. Robiłam te wszystkie tak trudne rzeczy, które niegdyś
wydawały mi się niewykonalne.
Było to
dwa lata temu w listopadzie, mojej mamy nie ma już z nami i nie mam się komu
pochwalić, że jeżdżę samochodem do dziś. Życie to ciągłe zmiany. Teraz, gdy
przeprowadziliśmy się za miasto, nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez samochodu.
Poza wygodą i niesamowitą oszczędnością czasu, mam ogromną satysfakcję z tego,
że się odważyłam, że jestem bardziej niezależna, że sobie sama radzę po prostu.
Oczywiście miewam czasami wątpliwości i dopuszczam do głosu mój strach. Jak na
przykład ostatnio, gdy musiałam odstawić swój samochód, przesiąść się do
mężowskiego z manualną skrzynią biegów i zastanawiałam się, czy sobie poradzę.
Ale radzę sobie, bo przecież w prowadzeniu auta nie ma niczego, z czym sobie
człowiek nie poradzi. Kiedyś tego nie wiedziałam.
Dziś
wiem, że odwaga jest we mnie. Potrzebowałam dość ekstremalnych warunków, by to
odkryć. Cóż, na niektórych mały bat nie wystarczy, muszą dostać porządnie po
grzbiecie, by znaleźć w sobie siłę, tak już jest.
Teraz co
rano wskakuję więc na autostradę i pokonuję swoją drogę do pracy, z satysfakcją zerkając
w lusterko wsteczne, by sprawdzić, kogo tam zostawiłam za sobą w tyle. Jest
siła. Jest moc.

Brawo... jestem taka jak Ty sprzed kilku lat. Boję się samochodu bardzo. Może i na mnie przyjdzie czas, aby zacząć jeżdzić!
OdpowiedzUsuńKoniecznie spróbuj pokonać strach. Nawet jeśli to na początku będzie trudne, to z czasem dojdziesz do wprawy.
UsuńI to jest dowód na to, że do wszystkiego człowiek może się przełamać. Wszystko jest kwestią nastawienia, wystarczy poczuć w sobie siłę, że jesteśmy zdolni do posiadania pewnej umiejętności, a wypracujemy ją jak tylko poczujemy taką potrzebę.
OdpowiedzUsuńCzłowiek szybko się przyzwyczaja do auta, życie staje się wygodniejsze, a lusterko wsteczne to niezbędnik podczas jazdy.
Tak, doskonale to dziś rozumiem.
UsuńUważam, że samochód jest bardzo potrzebny i dużo wygodniejszy niż środki komunikacji miejskiej. Brawo za odwagę! Oby nigdy Cię nie opuszczała! Wytrwałości :-)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńCieszę się, że niemal od razu po zdaniu prawo jazdy, miałam możliwość prowadzenia samochodu, jak bardzo ułatwia codzienne życie, zwłaszcza przy dzieciach. I choć prawko mam już tak długo, wciąż czegoś nowego uczę się. :)
OdpowiedzUsuńA to prawda. Tak, jak w każdej dziedzinie, uczymy i doskonalimy się przez całe życie.
Usuń