Moje drzewo genealogiczne
Niezwykłe
jest to, że na nasze życie, na rozwój naszych zainteresowań, nawet na kierunek
zawodowy jaki obierzemy, tak ogromny wpływ mają inni ludzie. W szkole nigdy nie
polubiłam historii. Nikogo nie chcę obrazić, ale prawda jest taka, że nauczycieli
miałam do niczego, nie umieli wzbudzić ciekawości żadną opowieścią, trzeba było
wszystko samemu wyczytać sobie z podręcznika. Do kujonów nie należałam, ale nie
dlatego, że nudziła mnie wiedza, wręcz przeciwnie, wielu rzeczy byłam ciekawa,
po prostu uczenie się wyłącznie z podręcznika było męczarnią. Zresztą przecież
historia to opowieść, której snucie historykowi powinno przychodzić z łatwością,
sprawiać przyjemność i jemu i słuchaczowi. Niestety, ja trafiłam źle. Przez pół
życia uważałam, że historia to nudy. Dopiero, gdy zainteresowałam się
genealogią mojej rodziny, musiałam ze wstydem sama przed sobą przyznać, jak
mierną posiadam znajomość historii własnego kraju. Okazało się, że poza tak
wrytymi w pamięć faktami, jak data bitwy pod Grunwaldem oraz wiedzą, że owszem,
byliśmy pod zaborami (trzy razy, ale kiedy tak dokładnie?), naprawdę niewiele
pamiętam. Na szczęście pozyskanie dziś, w dobie Internetu, jakichkolwiek informacji
nie jest problemem. Troszkę więc poczytałam, odświeżyłam sobie wiedzę i wciąż
sprawia mi przyjemność jej odkrywanie. Podstawowa wiedza o historii kraju, z
którego się wywodzimy bardzo pomaga, gdy chce się rozpocząć poszukiwania
genealogiczne. Cofając się wstecz, na każdym kroku napotykamy bowiem fakty
historyczne. Nasza rodzina to przecież historia, która została osadzona w
innej, w historii kraju, albo krajów, gdy okaże się, że znajdziemy przodków na
obczyźnie.
Gdy
postanowiłam rozpocząć poszukiwania genealogiczne, brakowało mi również, poza
historyczną, podstawowej wiedzy o tym, jak się w ogóle zabrać do takich
poszukiwań. Prawdę mówiąc, to nie wiedziałam nic. Ani gdzie szukać dawnych
metryk, ani, że, jak już je znajdę, to większość będzie po rosyjsku (ach te
zabory), ani, że poza metrykami, są też inne źródła genealogiczne, z których
można czerpać informacje, na przykład księgi meldunkowe, niegdyś bardzo skrupulatnie
wypełniane. Słowem nie wiedziałam nic, poza tym, że ludzie to robią, tzn.
szukają, znajdują i mają swoje drzewa genealogiczne.
Poszukiwania
rozpoczęłam od dwóch portali: GENEALODZY i GENPOL i one
okazały się skarbnicą wiedzy. Szybko dowiedziałam się, choć to przeczuwałam wcześniej,
że najprościej zacząć od aktów metrykalnych, które są w domu, albo gdzieś u
rodziców, czy dziadków, jeśli żyją. Rozpoczynając na przykład od jednego aktu
ślubu, można, poruszając się do góry (od dzieci w kierunku rodziców, a potem
ich rodziców) dotrzeć do kolejnych przodków, poznać ich imiona i nazwiska,
dokładne, albo przybliżone daty urodzin i tak, krok po kroku rysować sobie
drzewo własnej rodziny. Na początku postanowiłam dążyć do tego, żeby znaleźć
podstawowe dane. Imię, nazwisko, datę i miejsce urodzenia oraz śmierci.
Narysowałam proste drzewo w Excelu (wzór pokazuję na końcu tekstu) i wpisywałam te podstawowe dane w poszczególne miejsca,
dedykowane kolejnym przodkom. Tych informacji już na początku okazało się być
całkiem sporo. Ponieważ moi dziadkowie już nie żyli, wypytywałam mamę o wszystko, co pamięta i wpisywałam dane kolejnych osób do mojego drzewa. Inne informacje na temat historii
rodziny, pochodzące ze wspomnień, zapisywałam w zeszycie, żeby mi nie umknęły. W
tym procesie nigdy nie wiadomo, do czego dana informacja może się kiedyś
przydać, warto więc wszystko zapisywać. Różne dokumenty, takie jak akty, skany metryk, wydruki, chowałam od razu do segregatora. Taka baza danych o rodzinie wciąż żyje. Nie tak dawno ze łzami w oczach dopisywałam datę i miejsce śmierci mojej mamy. Trzy miesiące temu, ale już z radością, dane mojego nowo narodzonego wnuka. To niesamowite doświadczenia.
Teraz
żałuję, że tak późno zaczęłam poszukiwania. Gdyby żyli moi dziadkowie, byliby
kopalnią wiedzy. Jeśli więc myślicie o tym, by poznać swoich przodków, a żyją
wasi dziadkowie, może nawet pradziadkowie, to nie zwlekajcie. Wypytujcie,
nakłaniajcie do wspomnień i wszystko notujcie. Upływający czas jest naszym
najgorszym wrogiem. Wraz z ludźmi odejdą bowiem ich wspomnienia i nigdy nie
wykorzystamy ich w poszukiwaniach. A są to rzeczy bezcenne, nie do odtworzenia.
Poszukiwania
samych aktów metrykalnych najprościej rozpocząć od serwisu GENETEKA.
Może
nie wszyscy wiedzą, ale od kilku lat dość prężnie rozwija się projekt Polskiego
Towarzystwa Genealogicznego, polegający na indeksacji aktów stanu cywilnego.
Akty są skanowane przez wolontariuszy i umieszczane w bazie, którą można
przeszukiwać na różne sposoby. Znając choćby nazwisko naszego przodka, możemy
odnaleźć interesujące nas dane i dokumenty. Oczywiście większa liczba danych,
jak imiona, daty urodzenia, śmierci, nazwy miejscowości, powodują zawężenie
wyszukiwania i zwiększają prawdopodobieństwo szybkiego znalezienia
interesujących nas informacji. W niektórych przypadkach baza nie zawiera
zeskanowanych dokumentów, ale podaje sygnatury i miejsce, gdzie można je
odszukać i obejrzeć. To najczęściej wiąże się z podróżą, na co nie każdy może
sobie pozwolić, warto więc najpierw odnaleźć w bazie internetowej jak najwięcej
informacji, a dopiero potem rozważyć podróż do archiwów.
Problem
może się pojawić, gdy dotrzemy do dokumentów w obcych językach, z czym każdy
poszukiwacz swoich korzeni dość prędko musi się zmierzyć. Akty urzędowe naszych
dziadków, czy pradziadków były pisane w języku zaborcy, ja musiałam nauczyć się czytać
akty po rosyjsku. Tylko z początku było to trudne, potem okazało się, że
podstawowe informacje, jak nazwiska, czy daty można łatwo z tych dokumentów
wyłuskać, akty są spisane w określony sposób, informacje podane w pewnym
schemacie. W miarę przyglądania się aktom nabierałam wprawy. Kiedyś uczyłam się
w szkole rosyjskiego i to na pewno mi pomogło, z niemieckim nie miałabym tak
łatwo.
Dziś
moje drzewo genealogiczne w linii prostej sięga sześć pokoleń wstecz, do XVIII
w. Mocno rozrosły się też linie boczne, mimo, że nie poświęcałam im wiele
uwagi. Jednak informacje, które znajdowałam po drodze aż prosiły się o
zapisanie. Brakuje mi jeszcze wielu danych, czasami mam tylko imiona i
nazwiska, a dat wciąż poszukuję, zaglądając do internetu, gdzie rozwija się baza
aktów metrykalnych i wciąż przybywają nowe dane i nowe dokumenty. Excel
przestał mi wystarczać i myślę o zakupieniu jakiegoś programu do genealogii,
ale jeszcze nie zrobiłam rozeznania. To przede mną. Chciałabym też stworzyć
drzewo genealogiczne rodziny mojego męża i oba te drzewa połączyć. Marzy mi się taka własnie baza przodków,
którą zostawię w spadku moim dzieciom, aby w przyszłości same ją uzupełniały. Albo
tylko po to, by wiedziały skąd pochodzą. Ta wiedza, która pozwala poczuć, że
mamy korzenie, jest niezwykle uskrzydlająca.


Gdy byłam młodsza to również robiłam swoje drzewo genealogiczne i najbardziej podobało mi się właśnie to szukanie, zadawanie pytań dziadkom. Świetna sprawa :)
OdpowiedzUsuńZachowaj wszystko, co udało Ci się ustalić. Może jeszcze kiedyś do tego wrócisz.
UsuńMój tata ostatnio coraz częściej mówi, że chce zrobić podobną bazę przodków:)
OdpowiedzUsuńNamów tatę, żeby to zrobił 😊
UsuńDziękuję za informację. Zajrzę tam na pewno.
OdpowiedzUsuń